Czy wiesz, ile kosztuje minuta pracy zraszacza na Twoim terenie firmowym? W lipcu i sierpniu pozycja „zużycie wody i odprowadzanie ścieków” w wielu firmach szybuje do niebotycznych poziomów.
Tymczasem woda w Polsce staje się dobrem deficytowym. Nie w sensie metaforycznym, ale rynkowym. Mamy jedne z najniższych zasobów wodnych w Europie. Często w mediach słyszy się chwytliwe porównanie do Egiptu. Choć jest ono pewnym uproszczeniem, to twarde dane FAO nie pozostawiają złudzeń: pod względem odnawialnych zasobów wody na mieszkańca Polsce bliżej jest do Nigerii czy Uzbekistanu niż do europejskich sąsiadów. A mimo to projektujemy otoczenie biznesu tak, jakbyśmy żyli w strefie deszczowej.
Utrzymywanie zieleni zależnej od sztucznego nawadniania to dzisiaj ryzyko operacyjne. Wystarczy, że gmina wprowadzi zakaz podlewania (co zdarza się coraz częściej) lub awarii ulegnie pompa, by inwestycja w reprezentacyjny trawnik zamieniła się w żółte klepisko.

Błąd w założeniach: Zieleń na kroplówce
Standardowy model projektowania zieleni komercyjnej opiera się na założeniu: „posadzimy cokolwiek, a potem będziemy to podlewać”. To podejście, które w dobie zmian klimatu jest nie do obrony.
Największym winowajcą jest klasyczny trawnik. Trawa ma płytki system korzeniowy (zaledwie kilka-kilkanaście centymetrów). Nie potrafi sięgnąć do wód gruntowych. Jest całkowicie uzależniona od opadów lub węża ogrodowego. Gdy przychodzi fala upałów, trawnik bez wody umiera błyskawicznie.
Projektowanie odporne na suszę (często nazywane xeriscapingiem, choć w Polsce wolimy termin projektowanie naturalistyczne) odwraca ten model. Zamiast dostarczać wodę do rośliny, dobieramy roślinę do ilości wody dostępnej naturalnie w danym miejscu.
Technologia głębokiego korzenia
Rozwiązaniem nie jest sadzenie kaktusów przed biurowcem w Warszawie. Rozwiązaniem jest biologia gatunków rodzimych.
Łąka kwietna czy murawa kserotermiczna to systemy inżynieryjne natury. Rośliny wchodzące w ich skład (np. chabry, krwawniki, żmijowce) wykształciły mechanizmy przetrwania bez człowieka. Ich kluczową przewagą jest korzeń. Sięga on często 2-3 metrów w głąb ziemi.
Dzięki temu roślina jest samowystarczalna. Gdy wierzchnia warstwa gleby wysycha na wiór (co zabija trawnik), łąka czerpie wilgoć z głębszych warstw. W efekcie, nawet po miesiącu bez deszczu, teren pozostaje funkcjonalny biologicznie, a koszty nawadniania wynoszą okrągłe zero.
Hydrozoning: Zarządzanie strefami pragnienia
Jeśli nie możemy całkowicie zrezygnować z roślin wymagających wody (np. ze względów reprezentacyjnych przy głównym wejściu), stosujemy zasadę hydrozoningu. To nic innego jak grupowanie roślin według ich zapotrzebowania na wodę.
Strefa 1 (Wejście): Tu możemy pozwolić sobie na rośliny ozdobne wymagające podlewania, ale ograniczamy ten obszar do minimum. Strefa 2 (Otoczenie budynków): Rośliny tolerujące okresowe przesuszenia, podlewane tylko w skrajnych sytuacjach. Strefa 3 (Parkingi, tyły, tereny logistyczne): Rośliny całkowicie samodzielne (łąki, krzewy rodzime), odcięte od systemu nawadniania.
Taki podział sprawia, że nie lejemy wody na hektary nieużytków, tylko precyzyjnie gospodarujemy zasobem tam, gdzie jest to wizualnie niezbędne.

Magazyn w glebie, a nie w rurze
Projektowanie odporne na suszę zaczyna się pod ziemią. Najlepszym zbiornikiem na wodę nie jest plastikowy baniak, ale zdrowa gleba.
Tereny „zabetonowane” gliną i obsiane trawą nie chłoną wody – podczas nawałnicy woda po nich spływa. Gleba pod łąką kwietną czy mikrolasem ma strukturę gąbki. Dzięki próchnicy i działaniu korzeni potrafi zmagazynować setki litrów wody na metrze kwadratowym.
To darmowa polisa ubezpieczeniowa. Ta zmagazynowana woda jest oddawana roślinom w czasie suszy. Inwestycja w poprawę jakości podłoża i retencję gruntową zwraca się szybciej niż najbardziej zaawansowany system komputerowego nawadniania.
Decyzja o odcięciu wody
Patrząc na prognozy hydrologiczne dla Polski, wniosek jest jeden: woda z sieci wodociągowej będzie coraz droższa i coraz trudniej dostępna. Używanie wody pitnej do podlewania trawy przy autostradzie czy magazynie jest w świetle tych danych niegospodarnością.
Przejście na zieleń, która radzi sobie sama, to nie kwestia estetyki „eko”. To kwestia bezpieczeństwa infrastruktury. Projektując dziś otoczenie firmy, musisz założyć scenariusz, w którym kurek z wodą zostaje zakręcony na 3 tygodnie. Jeśli Twoja zieleń tego nie przetrwa, to znaczy, że jest źle zaprojektowana.
